Grzgrz

Deszczoewanie albo bielenie szumieniem

Kocham deszcz. W tym kraju osuszonym jak beczka z piwem na zamknięcie baru każda kropla spadająca z nieba jest na wagę złota. Szkoda tylko, że tak jak w barze większość piwa zostaje spuszczona w toalecie (po szybkim przejściu przez organizmy klientów) tak my spuszczamy większość wody prostą ścieżką do Bałtyku (po szybkim przejściu przez system kanalizacji burzowej)..

Ale przecież wcale nie narzekać na problemy z wodą chciałem, lecz zachwycać samym zjawiskiem deszczu, a wszczególności dźwiękiem mu towarzyszącym. Muzyka deszczu jest jednym z najbardziej kojących dźwięków natury. Jest w niej coś na wpół magicznego, co w jakiś niepojęty sposób oddziaływuje na nasze fizyczne samopoczucie. Wiedzą o tym rodzice puszczający swoim dzieciom dźwieki deszczu do usypiania, wiedzą też o tym twórcy godzinnych ścieżek dźwiękowych do skupienia (wieczór w bibliotece starego zamku przy drewnie strzelającym w kominku i deszczu pukającym o szyby). Wreszcie wie o tym każdy, kto w wolny dzień lub tylko w krótkiej przerwie od pracy miał okazję stań pod zadaszeniem wiaty czy tarasu i wsłuchiwać się w krople wody miarowo i równomiernia, choć nieraz w zmięnnym natężeniu, wystukujące na blasze, szybie lub liściach monotonny rytm.

Grałem niedawno w „The Invincible”, grę opartą o powieść „Niezwyciężony” Stanisława Lema. Przedstawione tam maszyny działały na trochę innych zasadach niż znamy z naszych komputerów. Czuć w nich cybernetyczne podejście do rozwoju technologii i „starą przyszłość” jak nazywam wizje przyszłości wysnute w ubiegłym wieku przed przyspieszeniem technologii cyfrowych i przed rozpowszechnieniem się Internetu.

Siedząc dziś pod szklanym dachem i słuchając deszczu kapiącego na roślinność wokół mnie poczułem spokój i odprężenie, zapominałem o całym zwykłym zabieganiu i czułem świat trwającej chwili, nawiązywałem kontakt ze swoim życiem ściągnięty do tej świadomości niezwykłą mocą deszczowej muzyki. Pomyślałem wtedy, że to co się ze mną dzieje nie jest wynikiem mojego świadomego dążenia, lecz raczej wynikiem jakiegoś silnego impulsu zakłucająvego moje standardowe działanie. Choć nie jestem robotem z mózgiem elekteronym (nie?), a szum deszczu nie jest silnym impulsem elektromagnetycznym, to jednak widzę tutaj jakąś analogię.

Nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, czy szum deszczu to tajny kod dostępowy aktywujący zaprogramowaną lecz nie udokumentowaną procedurę będącą we mnie od zawsze? Czy może raczej zupełnie zewnętrzny czynnik zabużający moje „prawidłowe” działanie? Jeżeli żadne z tych technologicznych wyjaśnień nie jest prawdziwe, to musi być to rodzaj magii.

Polecam serdecznie z całego serca przy najbliższej możliwej okazji dać się ponieść deszczowi i jego muzyce. Poczuć ją całym sobą. To może być wspaniałe doświadczenie.