Słuchałem dzis podkastu, przy sprzątaniu w kuchni. Padły tam słowa, które zainspirowały mnie do napisania czegoś, ale zapomniałem czego.
Chciałbym więcej pisać. Żeby o robić, trzeba pisać. Nie można jednak pisać o niczym, wydaje mi się, że to niewiele da.
Mogę pisać o tym, co mnie otacza. Siedzę w kawiarni. Wszedłem do pierwszej, którą napotkałem na mojej drodze z tramwaju. Nie jest to najlepsza kawiarnia. Czy pisanie o tym, co mi się w niej nie podoba, w czymś mnie udoskonali? Może w pisaniu recenzji kawiarni. Pytanie, czy to jest coś czego chcę?
Może mogę spróbować.
Ale co mam zrobić, ze wszystkimi innymi myślami, które mam w głowie? Pozwolić im przeminąć?
To co teraz spisuję, to jest pewien potok myśli. Ale nie mogę spisać wszystkiego, bo jest tego zbyt wiele i nie ma w nich spójności.
Myśli mówią:
Jest wiele aspektów, pod którymi można oceniać kawiarnię. Pomocna będzie lista puytań.
Jak oceniasz wystrój?
Obsługa
Kawa
Desery
Variae
Jaka jest spójność wszystkich tych elementów?
Pewnie o wielu rzeczach jeszcze nie pomyślałem. Niektóre pytania można było pewnie zadać bardziej precyzyjnie. Ale cóż, to taki potok myśli.
Tak sobie myślę, że to jest dobry motyw na bloga na tyldzie: wpisy będące takimi potokami myśli. Możę czasem trochę przyciętymi i lekko zredagowanymi. Można by poprawić literówki i błędy ortograficzne, dostosować kolejność poruszanych kwestii, ale chyba raczej nie poprawiać językowo (powtórki, środki stylistryczne) lecz zostawić w pierwotnej, prawdziwej formie. To byłoby takie LoFi blogging.
Jeżeli uda mi się kontynuować takie pisanie, to chyba zastosuję takie podejście.
Chyba bym jeszcze pisał więcej, ale mój grafik wymusza na mnie zakończenie.
Jeszcze tylko: myśl, że mogę to publikować, wymusiła na mnie autocenzurę, nie napisałem dokąd się spieszę. Wcześniej nie myślałem o publikowaniu i wspomniałem imię osoby, która do mnie pisałą, teraz bym tego nie zrobił. Czy to dobrze? Nie wiem. Czy to żle? Może. Ale nie koniecznie.
No, to lecę.