Tłumaczem jestem - czy też bywam - tylko amatorsko, ale tak jak zawodowiec się już przekonałem, jak potrafi zdenerwować, kiedy ktoś człowiekowi pracę "poprawi na źle". Kiedy naszych poprawek w ogóle nie wykorzysta, ale wynik podpisze naszym nazwiskiem. Kiedy przeforsuje błędną pisownię tego, co my piszemy poprawnie. No i jak to jest, kiedy potem przylezie ktoś, kto nasz przekład nazwie kiepskim, a wcześniej innego "tłomacza" ewidentnie denne wypociny nazwał genialnymi...